„EMOCJE WYRYTE WE MNIE SĄ TAK SILNE, ŻE BĘDĘ ZAWSZE O NICH PAMIĘTAĆ, A NAJBARDZIEJ BOJĘ SIĘ … ”

Moja przygoda zaczęła się miesiąc po urodzeniu drugiego dziecka, ale po kolei…

 

Przez 29 lat żyłam sobie normalnie, jak zwykła dziewczyna, później kobieta 😉 Szkoła, studia, antykoncepcja hormonalna przez 7 !!! lat, podróże… Po studiach praca, ślub, jeszcze dłuższe podróże, np. na zachodnie wybrzeże USA 🙂

Pierwsze dziecko: same starania zajęły Nam troszkę czasu, ale lekarz stwierdził, że bez wywiadu rodzinnego świadczącego o jakichkolwiek problemach – daje Nam rok na zajście w ciążę, a później będziemy się zastanawiać.

 

Po 10 – ciu miesiącach wreszcie się udało.

Ciąża prawidłowa, wręcz książkowa, czułam się świetnie, pracowałam do końca 6 – go miesiąca, przy czym aktywnie jeździłam autem – nawet po 300 km, praktycznie do samego  końca 🙂 Poród przez cc, dzieciątko  koloru śliwki, ale wszystko dobrze się skończyło i dość szybko wróciłam do siebie.

Drugie dziecko planowaliśmy za jakieś dwa lata, ale jak to w życiu bywa….szybciutko zaszłam w kolejną ciążę więc po 1 roku i 10 miesiącach od poprzedniego porodu pojawiło się na świecie Nasze drugie dzieciątko . Znowu ciąża prawidłowa, książkowa, znowu pracowałam dość długo, cały czas w podróżach służbowych lub prywatnych. Drugi poród wspominam jako dość ciężki….ogólna narkoza, duże tempo, cc ratujące życie moje i dziecka, przerażenie i panika po cc (położna mówiła, że jak się obudziłam to zaczęłam krzyczeć „oddajcie mi dziecko, co z nim zrobiliście” i takie tam).

Na sali poporodowej zaczęły się dziać niepokojące rzeczy, miałam straszne krwawienie, zrobiły się ogromne skrzepy w macicy….nie wspomnę, że skrzepy usuwali przez „ręczne (sic!) wyciskanie ich ze mnie”….ból niesamowity…. profilaktycznie był Clexan, później połóg wyglądał w miarę normalnie, chociaż dłużej dochodziłam do siebie niż po pierwszym.

Za bardzo się nie martwiłam…zresztą nie miałam na to czasu mając dwójkę malutkich dzieci i żadnej babci do pomocy.

Miesiąc po porodzie, wstałam rano, poszłam do łazienki, żeby umyć twarz, nachyliłam się nad umywalką, podniosłam głowę, otworzyłam oczy i ….. wszystko było podwójne….. zaczęłam podwójnie widzieć….a byłam sama z dwójką dzieci…. pomyślałam…., że może zmęczona jestem, wstawanie w nocy na karmienie, w dzień na pełnych obrotach, bo dwulatek to wyzwanie, więc pewnie to ze zmęczenia. Usiadłam w fotelu, żeby odpocząć….niestety po 15 minutach nie przechodziło, a zaczęła mi jeszcze drętwieć prawa ręka i noga….. w tym czasie starsze dziecko wstało, młodsze się obudziło, nie wiedziałam co robić….najpierw zadzwoniłam do męża żeby przyjechał (25 km), bo coś się ze mną dzieje niedobrego, później sama zadzwoniłam po karetkę… oczywiście nie spieszyli się bo żyję, oddycham i rozmawiam.

Zgadnijcie kto był pierwszy: mąż 25 km po mieście czy karetka 6 km drogi ?

No oczywiście, że mąż 🙂

W sumie to miałam szczęście, bo wtedy jeszcze jeździli lekarze w karetkach i Pani doktor nie zbagatelizowała sprawy….zabrali mnie do Akademii Medycznej w Gdańsku….i tu się zaczęła jazda….po pierwsze neurolog nie chciał mi wierzyć, że widzę podwójnie i mam uczucie drętwienia kończyn :-/ stwierdził, że na pewno chcę odpocząć od dzieci i zmyślam, że jestem za młoda na objawy udaru. Poryczałam się strasznie….w końcu skierował mnie na okulistykę, aby potwierdzić ten podwójny obraz….gdy okulista potwierdził….ruszyliśmy na tomograf z kontrastem. W mózgu było czysto (na szczęście), ale ja dalej podwójnie widzę. Po konsultacji z ordynatorem neurologii udarowej przyjęli mnie na SOR….na szczęście 🙂 odrazu dali leki na obrzęk mózgu, nawodnienie, jakieś tam inne lekarstwa…próbki krwi 3 x razy z rzędu ulegały hemolizie, badań nie mogli zrobić, dopiero chyba za czwartym razem się udało….po kilku kroplówkach podwójne widzenie dalej się utrzymywało…. Wspomnę jeszcze, że karmiłam piersią, więc kobiety mogą sobie wyobrazić co czułam, ogólna tragedia.

Wyniki miałam praktycznie w normie bo nawet d-dimery nie były przekroczone…..nikt nie wiedział co jest. Podejrzeń było dużo, ale wywiad rodzinny właściwie wykluczał udary, zawały itp. nagłe zgony. Przyjęli mnie na neurologie udarową, to była następna trauma, bo leżałam 24 h przypięta do aparatury w jednym pokoju z Panem, który był nieprzytomny i cały w rurkach i drugim Panem faktycznie po ciężkim udarze. Wyobraźcie sobie, wszyscy monitorowani, bez możliwości wstania z łózka, bez żadnych przesłonek….okropność 🙁

Po 24 h przestałam podwójnie widzieć :-D, ale zagadka pozostała, zaczęli mnie badać. Na dzień dobry Doppler (ok) i RTG (ok), później zwykłe echo serca (ok), ale Pani kardiolog coś się nie spodobało więc zleciła jeszcze przezprzełykowe echo serca. Badanie wykazało, że mam wiotką przegrodę międzyprzedsionkową, był nawet kardiochirurg na konsultacji – następny stres, bo rozmawialiśmy o zamykaniu tego, ponieważ jest niewielki przeciek, no ale temat został przesunięty na późniejszy czas.

Kolejne badanie: rezonans mózgu (prawie ok) – lekkie przewężenie jednej z tętnic szyjnych.


Nie wspominałam jeszcze, że w 7 miesiącu pierwszej ciąży miałam nieprzyjemne spotkanie z kleszczem, który był zakażony, wyszedł rumień :-/

Lekarz internista i ginekolog mnie odesłali z kwitkiem, że się nie podejmą leczenia, więc trafiłam do Poradni Chorób Zakaźnych – w ciąży, musiałam tam iść na wizytę. Leczyłam się ponad miesiąc silnymi antybiotykami.
W szpitalu również przebadali mnie na okoliczność boreliozy – praktycznie wykluczona, jakieś 3 plusiki mało znaczące.

Po 3 dniach na „udarówce” zaczęło coś się dziać, zaczęła mi drętwieć noga ale na szczęście nic się poważniejszego nie rozwinęło… Przebadali mnie od stóp do głów – dosłownie, bo nawet miałam badanie na wiotkość tętnic i mnóstwo innych laboratoryjnych….w końcu nic za bardzo nie znaleźli i po 9 dniach wypuścili mnie do domu. Przy opuszczaniu oddziału nie odebrałam wypisu, bo padł system, więc za dwa dni mąż miał odebrać. I pojechał mój biedny mąż po wyniki, a lekarz prowadzący praktycznie naskoczył na niego, że natychmiast mam wracać do szpitala, bo dostał kolejne wyniki i z takimi parametrami nie powinnam samodzielnie chodzić po ulicy, bo w każdej chwili mogę paść – dosłownie :-/

To był kolejny szok, trauma, płacz, kolejne badania, tym razem już konkretnie w kierunku trombofilii.

Miesiąc później dowiedziałam się, że mam mutację genu protrombiny i niedobór białka S (tzn. w ogóle nie mogli go oznaczyć….). Od tej pory, czyli od 5,5 roku jestem pod stałą opieką hematologa, co pół roku jeżdżę na badania i wizytę kontrolną, przerabiałam heparynę, Warfin, później Xarelto. Dwa lata temu hematolog dorzucił badanie na mutację MTHFR….no i doszedł polimorfizm MTHFR C677T.

W międzyczasie przerabiałam tachykardię, przepukliny w kręgosłupie, relanium, operację kolana i tego typu podobne „afery”.

Lęki staram się odstawić na bok, ale gdy tylko głowa zaczyna mnie bardziej boleć, gdy mam ból pod kolanem, gdy mam atak tachykardii lub problem z oddychaniem….wszystko wraca….niestety te emocje wyryte we mnie są tak silne, że będę zawsze o nich pamiętać, a najbardziej boję się zatoru płucnego.

Także widzicie, ja i moje dzieci to takie szczęście w nieszczęściu 🙂

W tej chwili żyję normalnie, przyjmuję leki przeciwpłytkowe, jem sporo buraków i uprawiam każdy sport jaki mogę – oprócz nurkowania z butlą J dużo podróżujemy autem, samolotami też – właśnie się przygotowujemy do fajnego wypadu 🙂

Buziaczki dla Was

~ Metylka

Materiał został opublikowany dzięki uprzejmości autorki prawdziwej historii – Metylki.

Serdecznie Jej dziękujemy oraz składamy wyrazy głębokiej wdzięczności za pomoc w realizacji naszego zadania czyli rozpowszechniania informacji o trombofilii i żylnej chorobie zakrzepowo – zatorowej.

Droga Koleżanko, Drogi Kolego,

Zakrzepica dotyka milionów ludzi na całym świecie. Pomóż nam podnosić świadomość tego zagrożenia, dzieląc się swoją historią i rozpowszechniając nadzieję.

Napisz do nas na adres biuro@fundacjatrombofilia.pl

Kamila Jaszczor
Założycielka fundacji. Ambasadorka Światowego Dnia Zakrzepicy 2019.
12aa
Pragniemy poinformować Cię, że Zgodnie z art. 13 ust. 1−2 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27.04.2016 (tzw. RODO), zapewniamy bezpieczeństwo danym, które są przetwarzane w ramach działania naszej strony. Klikając „Akceptuję” lub zamykając okno, zgadzasz się na warunki przetwarzania swoich danych osobowych wyrażone w Polityce prywatności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *